Chariot Race – przykładowa rozgrywka, recenzja

Dzisiaj zajmuję się tegoroczną grą od Matta Leacocka. Wyścigi zawsze miały specjalne miejsce w moim sercu, mimo że do tej pory, na planszowych wersjach raczej się zawodziłem. Jak było tym razem? Zapraszam.

Zachęcam do zaglądania na profil Grania w Chmurach na Facebooku i kanale YouTube!

  • asiok

    Dla mnie osobiście Chariot Race to – w pewnym sensie – gra bardzo znacząca. Jest to dopiero druga gra w moim życiu, podczas której jednogłośnie w połowie pierwszej partii wszyscy stwierdziliśmy że nie dogrywamy jej do końca i przerywamy rozgrywkę. Partia to była jedna wielka nuda… Graficznie – dno. Mechanicznie – dno. Downtime – nie do przyjęcia. Nie wiem po co zostało to wydane.

    Być może – przy innej ilości graczy jest to grywalne. Być może – mieliśmy wyższe niż zwykle oczekiwania biorąc pod uwagę wybitnego autora. Ale ta gra już nie dostanie ode mnie więcej szansy na zagranie bo jest po prostu zła.

    Uwe Rosenberg (za przeproszeniem) wydalił swojego Hengista a Matt Leacock – Chariot Race. Oby to była ostatnia taka wpadka!

    P.S. Mattu Leacocku – nie idźcie tą drogą!

    P.S.2. Na koniec tej nieszczęsnej partii każdy z nas rzucił kostką – ten, który miał najwyższy wynik został uznany za zwycięzcę. Zgodnie uznaliśmy, że przy takim rozstrzygnięcie mieliśmy równie duży wpływ na wynik jak w wypadku rozegrania całej gry.

    • W jakim składzie graliście? Ja po partii 5 osobowej stwierdziłem że nie ma szans, żebym chciał grać w 6 osób. Faktycznie trochę zaczyna przymulać.
      Druga sprawa że warto przeczytać instrukcję angielską, polska niestety zawiera duży błąd który zamula rozgrywkę. Chodzi o zmianę toru. Polska głosi że trzeba zmniejszyć prędkość, co jest bzdurą. Zmiana toru to po prostu jeden z ruchów jaki wykonujemy.
      U nas przy stole emocje były zazwyczaj do końca. Czasami ktoś epicko kończył wyścig taranując ostatniego żywego na torze. 🙂

      • asiok

        Nie pamiętam już – ale trauma została 🙂 Najgorsze było to że właśnie nie było żadnych emocji – niby temat do emocji stworzony bo to wyścig z elementem świnienia ale… nic takiego w niej nie znaleźliśmy.
        Rzut kostką, oszczep lub kolczatka, przesunięcie pionka po (brzydkiej) planszy, ewentualne zaznaczenie rany na (brzydkiej i niepraktycznej) planszetce gracza i nudne oczekiwanie na swoją kolej…

        Nie piszę już więcej bo sam czuję jak się samonakręcam i jeszcze mi się to przyśni 🙂

        P.S. Pewnie jakby były takie emocja jak opisywane przez Ciebie to ocena by się podniosła – ale nie będzie drugiej szansy. Na pohybel!